[VIDEO] Czy w Pruszkowie dojdzie we wtorek do nielegalnego zaboru maszyn jubilerskich? Właściciele prestiżowej firmy Colibra Polska poprosili o pomoc Biuro Rutkowski!
Policja w Pruszkowie przyjęła w piątek zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa na szkodę Prokuratury Warszawa Wola i warszawskich komorników. Bo na terenie budynku prestiżowego producenta biżuterii doszło do zerwania państwowych naklejek i zapowiedzi grabieży maszyn jubilerskich!
Zawiadomienie wpłynęło do Komendy Powiatowej Policji w Pruszkowie. Chodzi o przestępstwa z art. 300 §2 kodeksu karnego.
„Kto, w celu udaremnienia wykonania orzeczenia sądu lub innego organu państwowego, udaremnia lub uszczupla zaspokojenie swojego wierzyciela przez to, że usuwa, ukrywa, zbywa, darowuje, niszczy, rzeczywiście lub pozornie obciąża albo uszkadza składniki swojego majątku zajęte lub zagrożone zajęciem, bądź usuwa znaki zajęcia, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat.”
Sprawa dotyczy konfliktu wokół prestiżowego, polskiego producenta biżuterii. Ta firma istniejąca na rynku ponad 40 lat szczyci się ręczną produkcją każdego z precjozów.
Ale spory pomiędzy udziałowcami zaskutkowała działaniami organów ścigania. W ich wyniku Prokuratura Rejonowa Warszawa Wola nakazała zajęcie maszyn służących do obróbki metali. Do zakładu w Pruszkowie wkroczyli komornicy i swoimi naklejkami oznaczyli maszyny przez siebie zajęte.
Są one pod nadzorem małżeństwa Wiesława i Swietłany Zwęgrodzkich, którzy pilnują by decyzje prokuratury i komorników były przestrzegane.
Ale obawiają się ataku fizycznego skonfliktowanych z nimi osób.
- Kobieta podającą się za prokurenta weszła i pozrywała już naklejki komorników. A jej partner zapowiedział, że we wtorek 7 lutego 2020 przyjedzie i wywiezie cały sprzęt zajęty przez prokuratora i komorników, którego przecież nie wolno dotykać! - alarmuje Swietłana Zwęgrodzka jako prezes firmy Colibra Polska Sp. z o.o.
Czy to oznacza, że w Pruszkowie można lekceważyć prokuratora i państwowych urzędników komorniczych?
Funkcjonariusze Komendy Powiatowej Policji w Pruszkowie twierdzą, że nie! I w piątek w pełnym zakresie czyli bardzo szerokie zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstw z art. 300 §2
kodeksu karnego zarówno przez panią prokurent jaki jej partnera.
A państwo Zwęgrodzcy rozszerzyli to zawiadomienie o szereg innych możliwych przestępstw m.in. dot. podrabiania dokumentów na szkodę firmy i Skarbu Państwa.
Dodatkowo poprosili o pomoc Biuro Rutkowski. By nie doszło do przemocy na terenie firmy jubilerskiej zatrudniającej ok. 40 osób.
Pani prokurent nie chciała z nami rozmawiać na temat zrywanych naklejek komorniczych. Stwierdziła że nie jest prokurentem zakończyła rozmowę.
Jej partner oświadczył, że zabierze tylko i włącznie sprzęty należące do niego. I nie objęte zajęciem komorniczym.
Zapowiedział, że razem z prokuratorem będzie uzgadniał warunki legalnego przewiezienia zajętych maszyn.
- Najlepszym sposobem na rozwiązywanie problemów są rozmowy przy stole. Jestem na takie rozmowy gotowy również z Krzysztofem Rutkowskim - zapowiedział.
Radom i Warszawa dzieli niewielka odległość, ale w tej sprawie widać przede wszystkim dystans między działaniami instytucji, które formalnie pracują, lecz faktycznie nie spotykają się w jednym punkcie. Z materiałów analizowanych przez redakcję wyłania się obraz czynności prowadzonych równolegle, bez realnej synchronizacji, co w sprawie dotyczącej dziecka ma znaczenie kluczowe — bo tu liczy się nie dokument, tylko czas.
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.