Czy niemiecka policja słusznie uważa studenta, który chciał sobie dorobić na wakacje i naukę jako kurier, za członka zorganizowanej grupy przestępczej? Czy używanie prywatnego samochodu, telefonu i nieukrywanie twarzy i tożsamości to sposób działania członka takiej grupy?
O aresztowaniu studenta o nazwisku Oskar Gwizdała, który rok temu odpowiedział na ogłoszenie o pracy kuriera w Niemczech, napisaliśmy wczoraj w artykule pod linkiem:
Sprawa aresztowania polskiego studenta Oskara Gwizdały w Niemczech
Przypomnijmy, że przez dwa tygodnie, w sierpniu ubiegłego roku, wykonywał polecenia pracodawcy z ogłoszenia, który nakazywał mu odbieranie przesyłek i przekazywanie innym kurierom. Całość odbywała się we Freiburgu na południowym zachodzie Niemiec.
Za swoją pracę otrzymywał 150 euro dziennie + 50 euro na hotel.
We wrześniu 2022 zatrzymała go polska policja, bo został zidentyfikowany przez niemieckich funkcjonariuszy jako osoba pobierająca paczkę z pieniędzmi od kobiety oszukanej metodą „na wnuczka”. Forma była zmodyfikowana, bo ktoś przez telefon po niemiecku przekonał ją iż „jej córka spowodowała śmiertelny wypadek i konieczna jest kaucja do prokuratury”. A pobierze ją „aplikant prokuratorski”.
Nasz Oskar nie zna języka niemieckiego. Wysłali go jako tego rzekomego aplikanta prokuratorskiego. Wziął paczkę i przekazał kolejnemu kurierowi - mówi Janina Gwizdała, mama Oskara.
Oskar podjechał tam swoim prywatnym samochodem na polskich numerach rejestracyjnych, korzystał ze swojego prywatnego telefonu komórkowego. Nie miał czapki na głowie, żadnych okularów czy maseczki.
Dlatego niemieccy policjanci zidentyfikowali go bez żadnego problemu. Na ich wniosek polska policja zatrzymała Oskara i rozpoczęła się współpraca studenta z organami ścigania. Ale to Niemcom nie wystarczyło. I wystawili Europejski Nakaz Aresztowania (ENA). Polski sąd uznał go za bezzasadny, bo przecież Oskar był w każdej chwili do dyspozycji policji i prokuratury.
Mimo to Niemcy 2 sierpnia 2023 wezwali Oskara na przesłuchanie do Freiburga. Chłopak pojechał razem z rodzicami, bo chciał współpracować również z niemiecką policją i złożyć wszelkie możliwe zeznania oraz wskazać osoby, które mogły być mocodawcami przestępstwa na szkodę starszej pani. Ale do żadnej współpracy nie doszło, bo Oskar został natychmiast aresztowany i osadzony za murami więzienia we Freiburgu. A jeden zarzut policjanci zamienili mu najpierw na 8, a potem na 15, bo od tylu osób w ramach oszustwa pobrał pieniądze jego pracodawca!
Dlaczego niemiecka policja nie łapie tego zleceniodawcy i pomysłodawcy przestępstwa? Czy to jest sukces złapać studenta i wykazać go w statystykach policyjnych? - pytają rodzice, którzy w piątek o godzinie 11:00 wezmą udział w demonstracji w tej sprawie pod Ambasadą Niemiec w Polsce.
Polska i Niemcy są w obszarze działania prawa europejskiego. A co do zasady, człowiek w Unii Europejskiej jest wolny. W więzieniu we Freiburgu przebywa już kilku Polaków, którzy zostali podobnie zatrudnieni przy oszustwie. W ich przypadku policja we Freiburgu również wystosowała Europejskie Nakazy Aresztowania i zaliczyła ich zatrzymanie jako sukces.
Czy rzeczywiście sukcesem jest zatrzymanie studenta, który posługuje się swoim samochodem swoim telefonem i swoją tożsamością i zaliczanie go do zorganizowanej grupy przestępczej? Dlaczego niemiecka policja nie jest w stanie, działając w rzeczywistości z pełnym dostępem do cyberprzestrzeni, zatrzymać pomysłodawcy pozbawiania niemieckich emerytów setek tysięcy euro i osadzić go za kratami więzienia we Freiburgu?
Nasza redakcja jest w kontakcie z rodzinami innych uwięzionych Polaków. Mówią oni, że ten organizator przestępstwa nadal oszukuje ludzi w różnych częściach Europy współpracując ze swoimi kolegami, którzy też są mózgami tego typu przestępstw, również w innych częściach Niemiec - przekazuje Robert Rewiński Redaktor Naczelny Patriot24 net i Telewizja.Patriot24.net
Czy komendant policji we Freiburgu w swojej policyjnej karierze spotkał się kiedykolwiek z członkiem zorganizowanej grupy przestępczej, który podjeżdża swoim samochodem, ze swoim telefonem i nie kryje swojej tożsamości? Czy to naprawdę członek zorganizowanej grupy przestępczej? Czy może również oszukany i zmanipulowany pracownik okazjonalny?
Tydzień temu nasz Redaktor Naczelny spotkał się z Maksymilianem Gruber czyli Naczelnikiem Wydziału Kryminalnego Policji we Freiburgu. Ten wysłuchał pytań i wątpliwości związanych ze sprawą uwięzionego studenta. Miał pełną wiedzę na temat szczegółów i okoliczności związanych ze wszystkimi przestępstwami, które mają miejsce na terenie Freiburga od dłuższego czasu. Miał świadomość, że podległa mu policja jest bezradna, jeśli chodzi o schwytanie szefa.
Max Gruber obiecał odpowiedzieć na pytania, które zgodnie z jego życzeniem przesłaliśmy mu jeszcze tego samego dnia tj. we wtorek, 5 września 2023, na maila. Ale do tej pory żadnej odpowiedzi od niego, jak również od rzecznika prasowego policji we Freiburgu nie otrzymaliśmy.
Czy metodą działania niemieckiej policji jest nabijanie statystyk przy łapaniu okazjonalnych pracowników? I nieprzestrzeganie procedur związanych z prawami osadzonego, jego rodziny i obrońców? A co z obowiązkiem ścigania organizatorów przestępstwa na szkodę niemieckich obywateli?
Uwięziony student Oskar Gwizdała nie ma telefonicznego kontaktu z rodziną. Jego rodzina nie może uzyskać widzenia z synem, a adwokat od trzech tygodni od złożenia wniosku wciąż nie ma odpowiedzi, kiedy będzie mógł mieć dostęp do akt sprawy?
Co na to prokuratura i sąd we Freiburgu? O tym napiszemy jutro i w piątek. A wideo relację z piątkowej demonstracji pod Ambasadą Niemiec zamieścimy na naszym portalu oraz na naszej platformie Telewizja. Patriot24.net.
Już poinformowaliśmy o niej zarówno media niemieckie, jak i polskie.
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.