Dlaczego Wiceprezes Sądu Rejonowego w Wołominie Anna Rutkowska-Przasnek odmówiła wczoraj wysłuchania matki 4-łatki i 5,5-latka, uwięzionych od roku przez ojca? Dlaczego podległy jej oraz Prezesowi Mariuszowi Matusikowi Sąd od roku działa na szkodę matki?!
Anna Kalinowska-Wysocka chciała spotkać się wczoraj z Prezesem Sądu Rejonowego w Wołominie Mariuszem Matusiakiem. Uzyskała informację, że Prezes jest na urlopie więc chciała spotkać się z Wiceprezes Anną Rutkowską-Przasnek.
Ale i to spotkanie nie doszło do skutku. Bo na drodze do jej gabinetu stanęła sekretarka.
Film ukazujący bezradność matki przed gabinetem Prezesów Sądu Rejonowego w Wołominie jeszcze dziś ukaże się wraz z niniejszym tekstem.
Wiceprezes Anna Rutkowska przekazała matce, że ma wysłać pytania mailem. Otrzymała ale odpowiedzi jak do tej pory nie udzieliła.
O koszmarze matki dwójki dzieci piszemy od wczoraj. Informacje na temat szczegółów tego koszmaru dostępne są pod linkiem:
Przypomnijmy, że dzieci zostały porwane 12 stycznia 2020 czyli blisko rok temu. Dziewczynka miała wówczas 3 latka a chłopiec 4 i pół.
Wczoraj miały odbyć się badania OZSS, które zlecił Sąd Rejonowy w Wołominie w listopadzie ubiegłego roku. Była to szansa na zobaczenie się po wielu miesiącach matki z dziećmi.
Ale badania się nie odbyły. Bo z nieznanych przyczyn Sąd Rejonowy w Wołominie je odwołał!
- Moja pani adwokat próbuje się dziś od rana dowiedzieć, jaka była przyczyna odwołania tych badań. Ale nie może się w Sądzie Rejonowym w Wołominie niczego dowiedzieć - przekazuje Anna Kalinowska-Wysocka.
To nie pierwsza zadziwiająca niemożność tego sądu w tej sprawie.
Sąd Rejonowy w Wołominie przez ostatni rok nie wykonał podstawowych czynności w zakresie powstrzymania szaleństwa porwania tak małych dzieci przez ich ojca Daniela W.
Nie wydał postanowienia o zabezpieczeniu miejsca pobytu dzieci przy matce
Nie wydał decyzji o odebraniu dzieci ojcu łamiącemu prawo
Nie potrafił przymusić ojca do zakończenia szaleństwa porwania
Nie potrafił powstrzymać wymuszania na matce, sądzie i innych organach państwowych realizacji jego chorych roszczeń
Nie ustalił rzeczywistego miejsca pobytu dzieci bo adres podany sądowi jest fałszywy
Nie ukarał finansowo ojca-porywacza natomiast umożliwił mu pobieranie świadczenia 500 + na porwane przez siebie dzieci!
- On dzieci trzyma jak zakładników. Powiedział, że da mi je, jak spełnię wszystkie jego despotyczne żądania - mówi matka dzieci, która powiadomiła o tych przestępstwach również Policję i Prokuraturę w Wołominie.
Wszelkie nowe informacje na ten wstrząsający temat będziemy przekazywać na bieżąco, również poprzez naszego Facebooka i naszą stację Telewizja.Patriot24.net
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.