[VIDEO] Wszawica u polskiego chłopca przejętego przez holenderskie służby socjalne! W dokumentach wszystko jest w porządku a matka przeżywa horror. Bo dzień po wzorowej kontroli, szkoła zaalarmowała że 7-latek ma 40 instektów na głowie!
Kontrola domu ojca dziecka odbyła się 24 października 2018 roku. Służby socjalne uznały, że 3 polskich braci przebywa w idealnych warunkach razem z ojcem narkomanem i alkoholikiem. Dzień później pracownik szkoły zadzwonił do matki i zaalarmował o potężnej wszawicy na głowie polskiego 7-latka!
O koszmarze Beaty Olejnik, której holenderskie służby socjalne zabrały dzieci i przekazały agresywnemu ojcu zażywającemu narkotyki i nadużywającemu alkohol piszemy od miesięcy. Wszystkie artykuły znajdziesz pod linkiem:
Koszmar jest skutkiem dyskryminacji, jakiej dopuszczają się wobec Polki pracownicy holenderskiego urzędu Jeugendbascherming Brabant w mieście ’s-Hertogenbosch.
Zabrali oni Polce 3 synów i rzekomo dla ich dobra umieścili u nienawistnego ojca-narkomana. Pozbawiając Polkę jakiegokolwiek kontaktu z dziećmi. Mimo że ma ona pełnię praw rodzicielskiech!
Beata Olejnik przygotowuje wniosek o gigantyczne odszkodowanie. Za dyskryminację i pozbawienie praw do kontaktu z dziećmi, będzie domagać się 5 milionów euro właśnie od urzędu Jeugendbascherming Brabant.
Chodzi o to, że pobierający co miesiąc pensje za swoją pracę holenderscy urzędnicy nie wykonują polecenia sądu. A sąd właśnie nakazał, by co 2 tygodnie spotykała się ona z 3 swoimi synami. A na spotkanie trwające zaledwie 45 minut przywożony jest tylko stęskniony, najłodszy 7-latek.
Kiedy te skandaliczne zaniedbania ze strony Jeugendbascherming Brabant nagłośniliśmy, od kierowania sprawą została odsunięta pracownica o nazwisku Maroles Hoedemakers Bo to ona, mimo obietnic o stymulowaniu starszych, zmanipulowanych przez ojca synów, nie potrafiła ich przywieźć na spotkania.
Skutkiem naszego nagłośnienia problemu było wysłanie zawodowej kurator do obu domów. 24 października 2018 roku uznała ona, że "chłopcy są w komortowych warunkach u ojca. W domu jest ład i porządek a dzieciom niczego nie brakuje"
Tymczasem już dzień później, 25 października 2018 roku do Beaty Olejnik zadzowniła pracownica szkoły. Alarmowała, że jej namłodszy syn ma na głowie 40 wesz! Szkoła podjęła natychmiastowe działania, by dziecko pozbawić gryzących w głowę insektów!
- To oznacza, że instytucję Jeugendbascherming Brabant można oszukiwać i nią manipulować. To oznacza, że pracownicy, których medialnie reprezentuje kobieta o nazwisku Bregie Schouteren-Suurland, są amatorami a nie zawodowcami. I nie powinni pracować przy nadzorze dzieci - komentuje Robert Rewiński, Redaktor Naczelny Patriot24.net.
Dodatkowym skandalem jest, że prcownicy reprezentowani przez Bregie Schouteren-Suurland skarżą się na nasze publikacje nie do naszej redkacji, ale tej biednej matce! Mówią, że "czują się niekomfortowo bo przyjeżdża telewizja".
- Komfort to jest na wakacjach a nie w pracy publicznej. Będącą tak naprawdę służbą społeczeństwu - komentuje Robert Rewiński.
- Jak ktoś w Jeugendbascherming Brabant chce zażywać komfortu, to niech się zwolni i idzie na bezrobotne. Tam komfortu, świeżego powietrza i wypoczynku będzie miał pod dostatkiem. A dodatkowym plusem będzie to, że nie będzie oszukiwał i dyskryminował polskiej matki cierpiącej z powodu nielegalnego pozbawienia praw do dzieci i wykluczenia społecznego - dodaje Redaktor Naczelny Patriot24.net
Holandia tak jak Polska jest członkiem Unii Europejskiej. Ale w Polsce problem wszawicy został dawno usunięty.
Dlatego o sprawie powiadamiamy ONZ, by ta światowa organizacja rozpoczęła w mieście ’s-Hertogenbosch niezależną kontrolę sanitarno-epidemiologiczną. Bo być może mamy do czynienia z zafałszowywaniem przez holenderskie służby raportów medycznych. A sprawa może być realnym zagrożeniem dla mieszkańców innych krajów Unii Europejskiej.
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.